– Jest! Jest! Doczekaliśmy się! W końcu nadeszło tak gorączkowo wyczekiwane, tradycyjne, narodowe, polskie święto – Walentynki! – napisał do nas jeden z czytelników, nazywający sam siebie Raciborskim Malkontentem. Oto jego refleksja z okazji 14 lutego 🙂

Tak tradycyjne, jak tradycyjny nowobogacki, gipsowy lew zdobiący nowobogacki podjazd tradycyjnego nowobogackiego domu, którego strzechę podtrzymują tradycyjne polskie kolumny o proweniencji gdzieś pomiędzy stylem jońskim a japońskim.

Porównanie nie jest tutaj zupełnie przypadkowe, ponieważ ilość kiczu w jednym jak i w drugim przypadku jest wprost proporcjonalna. Czyli… w ilości do tzw. „porzygu”. Zjawiska te łączy coś jeszcze – idea – która sama w sobie nie jest zła, ale wykonanie, jak to w Polsce bywa, pozostawia wiele do życzenia.

Od lat dziewięćdziesiątych, co roku, kilka tygodni przed hucznie obchodzonym w Polsce świętem patrona osób chorych psychicznie – bo takowym jest św. Walenty – chińskie pluszowe serduszka, obok kubeczków z serduszkami, a w późniejszym terminie serduszkowe czekoladki i lizaki dzielnie wypierają ze sklepowych półek niesprzedane chińskie bombki, choinki i świecąco-ruszające się renifery. Już niedługo zastąpią je zajączki i plastikowe jajka pochodzące (a jakże!) z Państwa Środka, ale o tym przy innej okazji…

Właśnie dziś wielu z nas, pewnie i ja również obdaruje swoją wybrankę/wybranka, jednym z tych wspaniałych, czerwonych, wyżej wymienionych prezentów Made in ChRL. Co niektórzy zaproszą swoją drugą połówkę do przepełnionego ludźmi i zapachem prażonego popcornu kina na nie najwyższych lotów polską lub amerykańską komedię romantyczną.

Odważniejsi wybiorą się do modnej restauracji (odradzam McDonald, gdyż ten będzie w całości zajęty przez ludzi, którym zlikwidowano gimnazja), w której wydadzą w niejednym wypadku odkładaną przez dłuższy czas sumę pieniędzy tylko po to, żeby ich wybranka serca przekonała się, że to właśnie on jest tym Rajanem Goslingiem na białym koniu. Co sobie wybranka pomyśli, kiedy się okaże, że niedoszły Rajan nie zarezerwował odpowiednio wcześnie stolika – nie muszę mówić…

Ogólnie „święto zakochanych” może się zamienić w „święto rozczarowanych”, czego oczywiście nikomu nie życzę. 

Prawda jest taka, że od tego kiczu w tym okresie nie uciekniemy. Atakuje on nas zewsząd – ze sklepowych półek,  z telewizji, a nawet u weterynarza. Tak! Właśnie tam spotkałem się z reklamą „Zrób swojemu ukochanemu pupilowi prezent i kup mu karmę xxx”. Plakat oczywiście był w jedynie słusznym w tym przypadku kolorze. 

Tak jak wspominałem, uciec od tego wszystkiego nie uciekniemy, ale zawsze w jakiś sposób można łagodzić skutki. Na przykład zabrać swoją drugą połówkę do kolegi singla i ją… wspólnie wypić. Tym szczęśliwcom jakoś zazdroszczę najbardziej. 

(Raciborski Malkontent)

Artykuł jest częścią działu „listy do redakcji”. Redakcja nie musi, ale może utożsamiać się z poglądami autora.